Jak mogłeś mi to zrobić? Zły, zły larpiarz!

Spoiler (z ang. spoil – psuć, niszczyć) – niepożądana informacja o szczegółach zakończenia bądź ważnego zwrotu akcji utworu literackiego, teatralnego, telewizyjnego lub filmowego. Termin bywa używany również w odniesieniu do podpowiedzi lub rozwiązań w grach i łamigłówkach. Stosowany na stronach i forach internetowych oraz grupach dyskusyjnych. (Wikipedia)

Spoilery to, moim zdaniem, zmora miłośników popkultury XXI wieku. Myślę, że przyzna mi rację wiele osób, które spoilerom „zawdzięczają” przedwczesne odkrycie rozwiązań fabularnych w ulubionym serialu, interesującej książce albo oczekiwanym filmie. Paradoksalnie, podczas gdy jedni nienawidzą spoilerów, inni są ich wielkimi fanami. Niektórzy lubią jak najwcześniej znać nowe fakty, inni chcą szybko rozpocząć internetowe dyskusje, trzeci tak bardzo chcą wiedzieć, „co będzie dalej”, że wolą dowiedzieć się jeszcze przed rozpoczęciem kinowego seansu lub wieczornej lektury.

Sam, żeby obronić się przed spoilerami, unikałem dyskusji z niektórymi osobami lub na tematy zbliżających się premier. Zdarzało mi się „chować na kilka dni pod kamieniem”, nie korzystać z internetu albo zatykać uszy podczas spotkań ze znajomymi. Byle tylko nie zepsuć sobie późniejszej zabawy. Wciąż czasem tak robię i przyznam, że bardzo często nie jest łatwo.

Czy problem ze spoilerami istnieje również w przypadku larpów? Pewnie. Najbardziej zauważalne jest to w przypadku gier, które są kilkukrotnie wystawiane. Prawdziwą „tragedią” bywa, kiedy premiera podobała się uczestnikom. Czasem nie cierpię tych graczy, którzy tak bardzo chcą podzielić się swoimi wrażeniami. Nic tylko zatkać uszy, zamknąć oczy, a najlepiej w ogóle się z nimi nie spotykać! Historia prawdziwa i to nie tylko w moim przypadku.

Bywa, że ktoś niechcący może zaspoilować larpa. To z kolei sprawia, że odbiór gry przez kolejnych uczestników może być zupełnie inny i przez to gorszy. Przeważnie nikt nie ma złych zamiarów, a „tragedia” dzieje się niewinnym przypadkiem. Kto z Was brał udział w rozmowie o larpach przy piwie, w trakcie której padało hasło „STOP! Zmiana tematu, bo zaraz polecą spoilery!”? Słyszałem to zdanie wielokrotnie, a nawet sam je wypowiadałem! Nie zaskakuje również to, że niektórzy specjalnie nie oglądają larpowych galerii w internecie, podobnie jak w przypadku filmów czy książek „chowają się pod kamieniami” i jak ognia unikają ryzyka poznania spoilerów.

Zdarza się, że na larpowe spoilery można trafić nawet przed premierową edycją gry. Czasem mam wrażenie, że machina kręci się niczym przed kolejnym filmem z serii „Gwiezdnych wojen”. Osoby organizujące larpy muszą pilnować każdego słowa, a i tak okazuje się, że na podstawie zasłyszanej dyskusji o zaopatrzeniu na grę można trafić na spoiler. Tyle dobrego, że większość spośród twórców jest dosyć uważna i dba o to, żeby uważać na słowa.

Następny krytyczny moment to karty postaci i wymiana informacji między osobami, które mają zagrać w larpa. Tak, jest wiele larpów, które nie mają w założeniach tajemnic i sekretów, a transparentność jest ich kluczową cechą, ale nie są to wszystkie gry! Zdarzyło Wam się kiedyś, że przed larpem napisał do Was współgracz: „No więc… to ja jestem tym gościem, który knuje za Twoimi plecami, żeby odsunąć Cię od władzy. Możemy przegadać ten wątek?”. Dwa na dziesięć… Nie polecam. Proszę, nie róbcie mi tego więcej, o ile nie jest to niezbędne dla larpa.

Larp Uldendulden High. Czy spoilery mogą zepsuć larpa?
larp Uldendulden High, LubLarp Festiwal 2017, fot. Bad Cat Studio

Do tego momentu to jeszcze nie było tragicznie. Takie tam, typowe larpowe problemy. Można je minimalizować albo udawać, że nic się nie stało. Kiedy bardzo chcę zagrać w jakąś grę, to zdarza mi się, chociaż tego nie lubię, poświęcać wiele energii na oddzielanie wiedzy postaci od wiedzy gracza. Czasami mam wrażenie, że oszukuję sam siebie, a zabawa i satysfakcja trochę lecą w dół, ale przecież mi zależy. W sumie to „Grę o tron” przeczytałem, dopiero kiedy koledzy rozmawiali o największym zaskoczeniu pierwszego sezonu serialu, a ja głupi nie wyszedłem w porę. Przeczytałem. Obejrzałem. Było mi szkoda, że nie zostałem zaskoczony, ale i tak było fajnie. Czy mogło być gorzej?

W przypadku filmu czy książki pewnie nie. Podobnie z grami komputerowymi albo nawet spektaklami teatralnymi. To stworzone wcześniej i zamknięte dzieła kultury, których nikt nie zmieni tylko dlatego, że dowiedziałem się „kto zabił” przed ostatnim aktem. Trudno oczekiwać, że obrazi się na mnie reżyser, albo napisze do mnie G.R.R. Martin, że nie powinienem czytać „Gry o tron” skoro i tak wiem, co się stanie na końcu. Inaczej wygląda to w moim odczuciu w larpach.

Zdecydowana większość larpów, które znam, wymaga osoby, która poprowadzi grę. Czasem ogranicza się to tylko do początkowego briefingu, ale zdarza się również bardzo aktywna reżyseria, wprowadzanie stopniowo kolejnych elementów, które mają odpowiednio pokierować akcją. Lubię gry, których celem jest zaskoczenie mnie. Fajnie, kiedy larp ma zaprojektowane sekrety i tajemnice, które dopiero po pewnym czasie mają ujrzeć światło dzienne. Podoba mi się, kiedy osoby prowadzące larpy dyskretnie obserwują graczy i dbają, żeby wszystko zadziało się w odpowiednim czasie, nierzadko emocjonując się grą nie mniej niż uczestnicy. Uwielbiam ten styl!

A teraz wyobraźcie sobie, że taka super zajarana osoba, która prowadzi grę, dowiaduje się, że uczestnicy już „wszystko” wiedzą, że poznali spoilery, że misterny plan „jak zaskoczyć graczy” właśnie się rozsypał, bo ONI JUŻ WIEDZĄ. Zdarzało mi się być w takiej sytuacji. Powiedzieć, że „nie jest miło” to mało. Ręce opadają. Zaczyna się myśleć, że posypała się cała gra. Że teraz to już runie wątek za wątkiem. Dobrą zabawę można wyrzucić do kosza i postanowić sobie, że to był ostatni tworzony larp. I nawet jeżeli będą to myśli przesadzone, to trudno je powstrzymać i wyrzucić z głowy. Gdzieś pojawia się cichy głos, który podpowiada, że może nie warto robić larpów, które nie są odporne na spoilery. Może nie ma co organizować kolejnych rerunów, jeżeli mają przynieść więcej stresu niż satysfakcji?

Pewnie w kilku miejscach przejaskrawiłem. Przywołane dramaty i dramaciki nie będą prawdziwe dla wszystkich larpów. Nie mam również zamiaru ze świętym ogniem walczyć z osobami, które spoilują larpy, filmy, książki i inne dzieła, z których lubię poznawać historie. Może po prostu czasem będę takich ludzi unikał albo usunę ich ze znajomych na Facebooku — to nie koniec świata. Myślę natomiast, że będzie całkiem spoko, jeżeli ktoś po lekturze tego tekstu, rozmawiając następnym razem o zagranym larpie albo polecając znajomym grę, zastanowi się dwa razy, czy przypadkiem nie robi właśnie komuś niedźwiedziej przysługi. Może niektóre gry potrzebują właśnie tej otoczki tajemnicy i czegoś zupełnie innego niż polecanek, które mogą stać się spoilerami?