Czy to na pewno ta Fanta, o której słyszałam? – recenzja Fantazjady 2018

Fantazjada 2018: Stadtrecht odbyła się w dniach 31 maja – 3 czerwca w Grodzie Rycerskim Byczyna. W grze wzięło udział 65 graczy, a organizacją zajęło się, jak co roku, Stowarzyszenie Fantazjada. Wiele opowiadano mi o wcześniejszych edycjach, jednak nigdy dotąd nie udało mi się zagrać, a tegoroczna odsłona zasadniczo różniła się od poprzednich.

Fantazjada 2018 fot. Małgorzata Świerczak

Zmiany

Przede wszystkim zmieniła się lokacja. Zamiast gry terenowej w Srebrnej Górze, Fantazjada w tym roku stała się larpem o społeczności, odbywającym się w niewielkim grodzie. To wymusiło zmianę liczby graczy, zamiast kilkuset osób na olbrzymim terenie larp miał mieć maksymalnie stu dwudziestu graczy w ograniczonej przestrzeni. Mechanika została zminimalizowana do ‘play for flow’ i uznaniowej mechaniki walki. W dokumencie projektowym można było przeczytać, że miała być grą symulacyjno-narratywistyczna, bez miejsca na gamizm, który był zaznaczany na poprzednich edycjach. Ponadto po raz pierwszy dozwolone było spożywanie alkoholu na grze. Widać więc, że zmiany były drastyczne. I moim zdaniem – praktycznie wszystkie okazały się bardzo trafnym wyborem.

Przedlarpie

Fantazjada zaczęła się dla mnie od warsztatów w czwartek. Obejmowały one nie tylko mechanikę, średniowieczne tańce i kwestie organizacyjne, ale również relacje między postaciami i ta ich część okazała się najbardziej przydatna. Dzięki nim każdy miał czas ustalić i doprecyzować wątki w swojej rodzinie i wśród rówieśników. Rozbudowane w stosunku do poprzednich lat warsztaty, prowadzone dla mniejszej liczby graczy, przyczyniły się do łatwiejszego startu gry. Dzięki nim na początku larpa nie było tego niezręcznego momentu, kiedy gracze dopiero wchodzą w postaci, od razu wystartowaliśmy z wysokiego poziomu.

Fantazjada 2018 fot. Małgorzata Świerczak
Fantazjada 2018 fot. Małgorzata Świerczak

Przebieg gry i pozytywy

Sama gra okazała się dostarczać dokładnie to, co obiecywała w dokumencie projektowym – symulację życia w społeczności małego grodu, z silnie zaznaczonymi relacjami rodzinnymi i elementami narratywistycznymi. Mimo że nie łatwo było zapamiętać wszystkich swoich bliskich (w trakcie gry dostępne były drzewa genealogiczne dla zapominalskich), to zadziałało to znakomicie. Ja sama jedne z lepszych scen miałam ze swoimi wujkami, rodzicami i rodzeństwem, a i w innych rodzinach zadziałało to równie dobrze.

Część symulacyjna larpa również była na wysokim poziomie – obserwowanie straganów, kolorowej straży miejskiej i biegających koło grodu zwierząt gospodarskich pozwalało na natychmiastową immersję. Obecność dzieci i osób starszych na grze (najstarszy uczestnik przyjechał z kilkuletnim wnukiem) dodawała światu autentyczności i generowała wiele świetnych scen. Otwartość na wszystkie pokolenia graczy to zdecydowanie zaleta Fantazjady, która w tym roku przełożyła się na bardziej wiarygodną symulację świata.

Mistrzowie gry częściowo przenieśli ciężar „ciągnięcia” gry na graczy, co w większości przypadków zadziałało bez zarzutu i pozwoliło im samemu kreować swoje historie. Nie było grupy eventowej, ani dużych zaskryptowanych wydarzeń (poza festynem na koniec larpa). Znaczna swoboda sprawiła, że gracze wychodzili z inicjatywą – na przykład z otwarciem nowego straganu z podpłomykami czy budki, w której można było kupować od młodych mieszczek całusy w trakcie festynu.

Moje przeżycia i lubelskie smaczki

Moja gra była oparta na osobistej tragedii i przypominała mocno lubelską szkołę larpowania, bo pomimo braku wielostronicowych opisów była to emocjonalna, często tragiczna opowieść z bardzo silnymi relacjami. W historii zawarto wyjątkowo trudne tematy, które były niespodzianką zarówno dla postaci, jak i dla mnie jako gracza.

Ostatnio dość rzadko spotyka się takie zabiegi na larpach. Aby zapewnić graczom bezpieczeństwo, odchodzi się od zaskakiwania graczy trudnymi wątkami albo przynajmniej wielokrotnie ostrzega że się pojawią. Jednak mistrzom gry udało się zawrzeć je w larpie w sposób, który pozwalał mi dokładnie kontrolować, jak mocno chcę na nich zagrać. Sama decydowałam, czy chcę sobie przypomnieć dramatyczne przeżycia, kiedy to zrobić i jak intensywnie je odegrać. To jeden z zabiegów, które zrobiły na mnie największe wrażenie i pozwalał bezpiecznie zagrać nawet wyjątkowo trudne i dramatyczne wątki.

Fantazjada 2018 fot. Małgorzata Świerczak
Fantazjada 2018 fot. Małgorzata Świerczak

Niedociągnięcia

Mimo że tegoroczna Fantazjada zebrała prawie same pozytywne opinie, to pojawiło się również kilka zasadnych uwag. Niestety nie na wszystko organizatorzy mogli mieć wpływ, jak choćby na otoczenie grodu. Chociaż wewnątrz lokacja nie budziła zastrzeżeń, to poza grodem ciężej było utrzymać klimat ze względu na samochody i głośnych wczasowiczów.

Jednym z największych wyrzutów, jakie słyszałam od innych graczy, był fakt, że z rozpoczęciem gry czekaliśmy do piątku rano, zamiast zacząć już w czwartek po warsztatach i mieć dodatkowe kilka godzin gry. Być może wydłużenie gry o jedną dodatkową noc to dobry pomysł, dzięki temu Fantazjada stałaby się jednym z najdłuższych larpów w średniowiecznym klimacie, toczących się bez przerwy. To pozwoliłoby na jeszcze wierniejszą symulację miasteczka, bo wydarzenia mogłyby toczyć się bardziej naturalnym rytmem (na przykład zaraz po pogrzebie szanowanego obywatela nie organizowano by tańców, bo graczy nie goniłby aż tak bardzo czas).

Larp był pomyślany jako cykliczny, jednak wielu graczy po zakończeniu gry zdradzało swoje tajemnice i opowiadało ze szczegółami, co zdarzyło się ich postaciom. Być może przez niewystarczające zaznaczenie, że powinniśmy zostawić sobie coś do zagrania na kolejnych odsłonach. Na chwilę obecną nie zostały podane informacje o kolejnej edycji larpa.

Kwestie organizacyjne

Organizacyjnie Fantazjada nie pozostawiała wiele do życzenia – zdjęcia z larpa częściowo pojawiły się jeszcze zanim gra na dobre się skończyła, kontakt z organizatorami był przez cały czas bez zarzutu, a lokacja wewnątrz była całkowicie utrzymana w klimacie. Noclegi były dostępne za darmo w namiotach lub za dopłatą w grodzie, gdzie standard noclegowy i sanitarny był naprawdę dobry, w stosunku do ceny za bilet. Dla spragnionych luksusu dostępna była nawet kąpiel w gorącej balii. Każdego dnia zapewniony był ciepły posiłek w trakcie gry (zadbano także o wegetarian), jednak gracze sami musieli zorganizować sobie śniadanie i przekąski, co było częściowo utrudnione przez brak dostępu do lodówki i kuchni dla graczy.

Na koniec

Podsumowując – Fantazjada 2018: Stadtrecht to gra zupełnie różna od poprzednich Fantazjad, która jednak dostarczyła graczom doświadczeń obiecanych w dokumencie projektowym i zebrała mnóstwo świetnych opinii. Dzięki trafnym decyzjom MG i scenarzystów udało się stworzyć małe żyjące miasteczko, w którym każdy miał swoje miejsce. Mam nadzieję, że nawet kiedy Fantazjada wróci do bardziej terenowej formuły, to mistrzowie gry zdecydują się pozostawić kilka z użytych na tej edycji rozwiązań.

Aleksandra Kiebasz

Komentarz do “Czy to na pewno ta Fanta, o której słyszałam? – recenzja Fantazjady 2018”

Komentarze są wyłączone.